Horror w CRS-ie. Król Florence. Stelmet Enea BC - Anwil Włocławek 107:104 Wyróżniony

16 Maj 2018

Co za mecz! Co za horror! Stelmet Enea BC wygrywa w trzecim meczu półfinałowym z Anwilem Włocławek po dogrywce 107:104 i prowadzi w tej rywalizacji 2:1. Do upragnionego finału naszym koszykarzom brakuje już tylko jednej wygranej.

Szalone to było spotkanie, takie do jakich trochę przyzwyczaili nas już podopieczni Andreja Urlepa. Biało-zieloni prowadzili bowiem na 14 sekund do końca spotkania 90:84 i wszyscy ubrani na zielono kibice w hali byli już pewni, że ten mecz jest nasz. Niestety chyba nie ma takiej przewagi, której nasz zespół nie jest w stanie zmarnować. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była bowiem dogrywka. Najpierw przy celnym rzucie za trzy punkty Hrycaniuk faulował Airingtona, a później pod wpływem nacisku Anwilu straciliśmy piłkę i naszą stratę na punkty zamienił Łączyński. 

Tutaj wrzucę również kamyczek do ogródka trenera Urlepa, bo zmiany Dragicevicia na Hrycaniuka w tym końcowym fragmencie ja nie do końca rozumiem. Ponadto sam tylko Słoweniec chyba wie, czemu genialnie grający tego dnia Florence siedział w ostatnich minutach na ławce, a po boisku biegał Koszarek, który w G2 grał genialnie, ale tego wieczora męczył się koszmarnie.

A jeśli chodzi o naszego amerykańskiego jeźdźca bez głowy. Biję się dzisiaj w pierś, bo nigdy nie byłem fanem jego talentu, jednak dziś cały koszykarskie Stelmet Enea BC oraz jego fani powinni przygotować dla niego lektykę i nosić go w niej do kolejnego starcia. Jeśli nie liczyć rzutów osobistych w ostatnich sekundach dogrywki kapitana oraz dwóch oczek Dragicevicia, to wszystkie nasze punkty były autorstwa Jamesa Florence'a. Amerykanin uzbierał ich aż 11 i bez cienia wątpliwości, sam wygrał nam ten mecz, bo byliśmy już na deskach. Potrzebne były szalone trójki i takie w swoim repertuarze ten koszykarz posiada. James Florence miał w tym meczu 34 punkty i na dziś jest królem CRS-u i zielonogórskiego Stelmetu Enea BC.

Mordercze to było spotkanie i nie chciałbym być w skórze Igora Milicicia, który musi teraz dokonać cudu, żeby jego zespół odbudować przede wszystkim mentalnie. Przed nami, kto wie, czy nie ostatnie spotkanie. Anwil w piątek stanie pod ścianą i to po jego stronie będzie ogromna presja. Wydaje się, że włocławianie potrzebują przede wszystkim przebudzenia MVP sezonu zasadniczego, Ivana Almeidy, który na pewno mocno w tej serii zawodzi. Zielonogórzanie na pewno muszą się skupić na walce na tablicach. W dzisiejszym meczu rywal wygrał tą rywalizacje 40:34, ale na uwagę zasługuje fakt aż 18 ofensywnych zbiórek ekipy Milicicia. Im dłużej patrzę na tą statystykę, tym bardziej nie mogę uwierzyć w to, że mistrzowie Polski ten mecz wygrali.

Do upragnionego finału pozostał jeden krok. Trzeba go zrobić w piątek o 17:45 ponownie w hali CRS.

Stelmet Enea BC Zielona Góra - Anwil Włocławek 107:104 (21:24, 24:17, 23:22, 22:27, d. 17:14)

Stelmet Enea BC: James Florence 34, Boris Savović 19, Vladimir Dragicević 17, Martynas Gecevicius 12, Przemysław Zamojski 10, Łukasz Koszarek 6, Filip Matczak 4, Adam Hrycaniuk 4, Edo Murić 1.

Anwil: Ivan Almeida 23, Josip Sobin 18, Quinton Hosley 16, Jaylin Airington 14, Michał Nowakowski 13, Kamil Łączyński 9, Jarosław Zyskowski 5, Jakub Wojciechowski 3, Paweł Leończyk 3, Mario Ihring 0, Ante Delas 0.

stan rywalizacji: 2:1 dla Stelmetu Enea BC Zielona Góra

 

Sportowa Zgora to nowa jakość informacji. Relacjonujemy, nagrywamy i fotografujemy najciekawsze wydarzenia lokalnego sportu. Jesteśmy też na Facebooku i YouTube.


Kontakt:

Ostatnio dodane

Kamerzysta na wesele